sobota, 5 października 2013

Jesień w Beskidzie - fotki trzy

 Sam nie wiem co to ma przypominać, ale spodobało mi się.

... a kapliczka wędrowca zaprasza...


Po prostu, jesień.

_________________________________________

I jeszcze trzy zeszłoroczne jesienie, tym razem bieszczadzkie laurki.


 Połonina na podejściu...

  ...wejściu...


...i przed zejściem :)
 



środa, 11 września 2013

Ciąg dalszy impresji wakacyjnych.


Wrocław, Ogród Japoński, Mostek. (Nieschodki)

Klimaty z parku krajobrazowego.

Latarnia Kapitulna. (Wprawka Photoshopowa z usuwania przeszkadzaczy)


"Drewniane murki" - wydanie Wrocławskie.

Gołąbek i jego cień.

Wrocław, Rynek. Wszystkie odcienie czerwieni.

Wrocławski "Obrazek obowiązkowy"


Jesień








niedziela, 18 sierpnia 2013

Impresje wakacyjne, "murki" (takie skąpo skadrowane mury ;) )
Może niespecjalnie unikalne, ale w naturze podobały mi się.















piątek, 31 maja 2013

Podwieczorek u Sokratesa

Skoro to blog, to może pierwszy wiersz sygnowany datą.
Wersja beta, ale podrasowana. :)



Podwieczorek u Sokratesa
(lekko filozoficzny depressong o życia byciu)

Muszę przyznać, że to frapujące,
filozoficznie ujmując rzecz,
czy naprawdę i czy to sprawdzone,
że życie jednak jest, jakie jest.

Pytanie niby takie trywialne,
odpowiedź ważna jeszcze mniej,
gdy wkoło łaszą się hordy reklam,
„dostawa gratis – tylko chciej”.

Przechodząc jednak do sprawy sedna,
drętwiejesz nagle w panicznym obłędzie,
bo gdyby jednak… To może oznaczać,
że w życiu również będzie, jak będzie.

Próżnych wysiłków, bez sensu starań,
mózg już podsuwa obraz tragiczny,
gdzie strategiczne i wzniosłe cele,
to tylko chciejstwa przejaw klasyczny.

Pod koniec drogi, wśród niezbitych wniosków,
wpatrzony smutnie w losów zawiłość,
znad niepotrzebnych klęsk i osiągnięć,
ujrzysz, że w życiu było, jak było.

Maj 2013

wtorek, 28 maja 2013

Dwa wierszyki, do których mam sentyment



Ten napisał się prawie sam

 Z twarzą ku słońcu…

(słoneczny depressong o przemijaniu)

Z twarzą ku słońcu, lekko szaleni,
cudownie marnując czas.
Ciągle przed siebie, wierni marzeniom,
gdy wokół ciemnieje las.
A wokół ciemnieje las.

Zieleń nie cieszy, czerwień nie smaga,
pastele schowane w cień.
Gdy dojrzałości, życie wymaga,
i już nie nasz jest nasz dzień.
I już nie nasz jest nasz dzień.

Świat już nas przerósł, droga zbłądziła.
Z znoszonych marzeń drwi los.
Wiecznie samotni, zawsze nadwyraz,
gdy przysięgamy na trzos.
Gdy przysięgamy na trzos.

Z twarzą ku słońcu, lekko zdziwieni,
czemu tak pędzi ten czas.
Niepewnym krokiem, wiecznie spóźnieni.
A dziecko wciąż kwili w nas.
A dziecko wciąż tli się w nas.


A ta wariacja na temat tłumaczenia, nie :)
siedem podejść, i dużo zabawy


Bleukot


(Jabberwocky L.Caroll’a;


w interpretacji J.Tanar’a)


Okole bzdręku, cieniasne tośce
Wirmły i wirlły pośród drop;
Marniście żyrły borogowce,
Zdadmione prośce wdrok.

„Tam na Bleukota synu bacz!
Szponiaszczy łap, gryzawczy paszcz!
Tam Kujkuj ptak szaleje i
Wściemglistny  Ściskorwacz!”

I wziął strowialny miecz swój w dłoń
Szukając twornych wrogów wszmat,
Odetchnął gdy, wśród Bumtum pni,
Podumać stanął chwat.

A gdy tak stał w nabzdyźnej dźmie,
Bleukot z ognistym wzrokiem złym,
Szełbył świrlając wśród ćmuśnych drzew,
I blurpnął gdy już przyszł!

Rachciach! Rachciach! W bebech, w bebech
Strowialną klingą ciął wojak.
Gdy potwór zdechł, łeb ściął i wziął;
Poglapodował wspak.

„Bleukotaś ty uszlachtnął sam?
Wyściskam cię, chłopie złoty!
Przejsławny dzień! Hujja! Hajja!”
Prychichnął z radoty.

Okole bzdręku, cieniasne tośce
Wirmły i wirlły pośród drop;
Marniście żyrły borogowce,
Zdadmione prośce wdrok.